Obraz

W trybie OFF

W trybie OFF

Dzień dobry tryb OFF!

Minął listopad i nie był to koniec świata - lecz prawie. Pół miesiąca w drodze, dom na kółkach, nieustająco w trybie ON. Telefon, komputer, Internet, spotkania, warsztaty, sesje foto, pisanie, planowanie, działanie. Pasjopraca. Lubię swoją pracę!

I chcę patrzyć w niebo!

Z mojego łóżka widzę jak chmury płyną. Nadaję im nowe nazwy kiedy zmieniają swój kształt. Ostatnio po bardzo długiej przerwie robiłam to wczoraj. Otoczona kotami, z wyłączonym telefonem i komputerem. Spokojna. 

30 listopada minęły dwa lata od kiedy jestem freelancerką. I nie będzie to wpis o kreatywnych i wolnych zawodach:-) Choć ma związek z wybranym przeze mnie sposobem życia i pracy. 

Dzisiaj będzie o byciu w trybie ON. Czyli działaniu bez przerwy na BYCIE. Wczoraj patrząc na chmury uświadomiłam sobie, że mój telefon jest w trybie Offline tylko kiedy: śpię (to dobry nawyk), latam samolotem (nieczęsto ostatnio), jestem na odosobnieniu medytacyjnym (3-4 razy w roku), jestem na medytacji (1-2 razy w tygodniu na 2 godziny). W moim telefonie jest także Internet, zsynchronizowany i połączony we wszystkich możliwych wariantach. Informacje docierają do mnie szybko, ja czasami dochodzę do siebie po ich poznaniu - wolniej. 

I co jeszcze w temacie OFF? Byłam na dobrym spotkaniu z Kobietami. Warsztacie dotyczącym Przywództwa Kobiet. 25 kobiet z różnych miejsc Polski, liderki. Poczułam moc współpracy i wzajemnego inspirowania się. Silne osobowości, mocne głosy, szczerość i troska zarazem. Dziękuję Wam bardzo! I kogo spotkałam? Aktywne kobiety za często w trybie ON non stop - bo: praca, dzieci, związki, działaność społeczna, polityczna.

Podczas warsztatów odbyło się spotkanie z niezwykłą kobietą Katarzyną Oleś (położną, tutorką w Szkole Liderów PAFW, trenerką, coachem, jedną z założycielek Stowarzyszenia Niezależna Inicjatywa Rodziców i Położnych "Dobrze Urodzeni"). Kasia podzieliła się jak teraz dba o siebie. Po intensywym czasie pracy, spotkań, konferencji etc, wraca do domu i ma czas dedykowany tylko sobie. Dzień, dwa, trzy na asymilację tego co się pojawiło w podróży, w drodze. Brzmi prosto! Kasia żyje już zgodnie z cyklami swoimi i natury. 

Jak szalenie trudno z mojej perspektywy wpisać sobie w kalendarz dzień dla siebie, dzień domowego retritu, w którym nie ma mnie dla nikogo, w który nie wpisuje wydarzeń, o których ktoś mówi mi, że są pilne i na już. Albo o których ja sobie tak mówie. 

Tak się stało wczoraj. Poniedziałek OFF, dzień na odpoczynek, na rozejrzenie się dookoła na zebranie myśli na spokojne zastanowienie się co dalej albo poprostu na sen. W "Biegnącej z wilkami" nazywa się to ...powrotem do siebie:-)

I co jeszcze? Wczoraj spotkałam się pierwszy raz z S, bez telefonu!

A czas powrotów do domu, czas trybu OFF, czas domowego retritu (znajdzcie swoją własną nazwę) wpisuję w swój wewnętrzny kalendarz.

I wtedy nie ma mnie dla nikogo. Nie ma spraw na już, na teraz i pilnych i wszystkich innych. Dla telefonu też mnie nie ma i dla przyjaciół i przyjaciółek też. I dla znajomych i wszystkich będących w potrzebie. Jest czas dla mnie. Jest czas na patrzenie w niebo, jest czas na patrzenie w morze, jest czas na głaskanie kotów. 

Nie możemy pozwolić by skonfiskowano nam życie. Wiemy, że są chwile, kiedy trzeba na jakiś czas odłożyć sprawy tego świata, mężczyzn i innych ludzi. Jesteśmy jak płazy - możemy żyć na lądzie, ale nie przez cały czas - potrzebujemy wypraw do wody, która jest naszym domem i żywiołem. Kult cywilizacji i presja społeczeństwa usiłują zagrodzić kobiecie drogę do domu. Często tak długo odstrasza się ją od wody, że wysycha na wiór a jej wewnętrzne światło gaśnie" 

Clarissa Pinkola Estes "Biegnąca z wilkami"

I co jeszcze - dziękuję Kobietom Machiny. W sobotę Machina ruszyła. Dobry czas spotkań! Dużo wdzięczności, wzruszenia i twóczego fermentu. Czas klarowania się! Czas powrotu do siebie. Czas wody! Tryb OFF z miłości do siebie włączony!

Obraz

Facebook